Pomimo stopniowego zmniejszania się stopnia powszechnej demonizacji profesji takich jak:

  • psychoterapeuta,
  • psycholog,
  • psychiatra,

wciąż w wielu kręgach wizyta u tego rodzaju specjalisty wywołuje jedno skojarzenie. Jest nim wstyd związany z nieradzeniem sobie z bieżącymi problemami oraz utratą kontroli nad swoim życiem.

Kontroli uważanej za przejaw specyficznie pojmowanej „godności”

Nierzadko łatwiej sięgnąć po modne używki lub poszukiwać pomocy wśród niekompetentnych bliskich oraz pełnych dobrych chęci tak zwanych „krewnych i znajomych Królika”, a nawet choćby i u samej Sowy Przemądrzałej.

Tymczasem znane porzekadło mówi: dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Demonizując dobre chęci, niczym sam pomysł psychoterapii, można oczywiście „wylać dziecko z kąpielą”. Lepiej mieć jednocześnie na uwadze, że nie zawsze chęci te mogą prowadzić do optymalnych rozwiązań.

Różni specjaliści, różne formy pomocy

Nawet do tej pory, choć znacznie rzadziej niż choćby w ubiegłym wieku, trzech wymienionych wyżej specjalistów bywa wrzucanych „do jednego worka”. Warto jednak wiedzieć, że ich zadania są nieco, a często nawet zupełnie, inne.

I tak oto:

  • psychiatra jest lekarzem – osobą, która ukończyła studia medyczne i po przeprowadzeniu wywiadu pacjentem, lub innych metod diagnozowania, może przepisać leki. Może również uznać, że problemy z jakimi pacjent się do niego zgłosił nie leżą w jego domenie – i skierować go do innego specjalisty. Na przykład do neurologa albo do psychologa.
  • psycholog – nie musi być psychoterapeutą. To osoba, która ukończyła pięcioletnie studia na kierunku „psychologia”. Może, ale nie musi kształcić się dodatkowo w kierunku psychoterapii. Psycholog nie musi również pracować z osobami mającymi problemy natury psychologicznej lub zaburzenia w tym zakresie. Równie dobrze może przeprowadzać rutynowe testy – na przykład dla zawodowych kierowców, które zazwyczaj jedynie potwierdzają ich kompetencje i robić wiele innych ciekawych rzeczy.
  • psychoterapeuta – to już „wyższa szkoła jazdy”. Osoba taka zanim podejmie pracę w tym zawodzie musi przejść dodatkowo nierzadko cały szereg szkoleń a także obowiązkowo – własną terapię.

Dopiero wówczas może zostać uznana za kompetentnego terapeutę. Ale to nie wszystko. Psychoterapeuta systematycznie przechodzi także spotkania w ramach tak zwanej „superwizji”, podczas których przepracowuje bieżące problemy jakich ewentualnie może doświadczać w pracy z pacjentami, aby był w stanie stale rzetelnie pracować i pomagać innym. (Dotyczy to również pracujących z pacjentami psychologów, pracowników socjalnych itp.).

Moda na psychoterapię

W wielu filmach i serialach, szczególnie zza oceanu, posiadanie własnego psychoanalityka to wręcz „pozycja obowiązkowa” w życiu ich bohaterów. Kultura masowa do tego stopnia potrafi wpływać na psychikę ludzką, że pewne często lansowane za jej pośrednictwem postawy zaczynają stawać się wręcz modne. Od pewnego czasu chodzenie na psychoterapię, zwłaszcza do prywatnych gabinetów, bywa nawet postrzegane jako symbol swoistego prestiżu.

To skrajnie odwrotne podejście do tematu w porównaniu z poprzednim. Czyż jednak bezmyślne kierowanie się modą i próby dowartościowywania się w ten sposób nie zakrawają delikatnie o jakiś subtelny rodzaj szaleństwa?

Kiedy warto rozważyć?

Jest kilka ewidentnych sytuacji, kiedy wizyta lub cały ich cykl u psychoterapeuty to dobry pomysł. Zaliczają się do nich osoby:

  • chore na cyklofrenię (choroba afektywna-dwubiegunowa, w której przebiegu zmiany nastroju są bardzo gwałtowne);
  • z zaburzeniami odżywiania;
  • pogrążone w depresji;
  • uzależnione – nie tylko od substancji, ale także wykazujące pewne kompulsywne zachowania, hazardziści, osoby uzależnione od Internetu itp.

Oraz zawsze, kiedy osoba zgłaszająca się po pomoc do psychoterapeuty czuje, że potrzebuje wsparcia i pomocy, nie mając absolutnie żadnych problemów ze zdrowiem psychicznym.

Obecny, pełen stresów tryb życia sprawia, że czasami łatwiej przy wsparciu terapeuty rozwiązywać niektóre większe problemy życia codziennego. Zanim jeszcze dopadnie nas depresja lub inna cywilizacyjna choroba. W końcu lepiej zapobiegać, niż leczyć.

Podsumowując

Często, zwłaszcza w przypadku chorób jak chociażby wspomniana powyżej cyklofrenia, psychoterapeuta współpracuje z psychiatrą – i na odwrót. Psychiatra po prostu przepisuje chorej osobie odpowiednie leki, do czego nie ma uprawnień psychoterapeuta. Zazwyczaj nie posiada on uprawnień do prowadzenia terapii.

Rzadko, ale jednak, zdarzają się psychiatrzy-psychologowie-psychoterapeuci. Taki „człowiek orkiestra” jest samowystarczalny w pracy z pacjentem wymagającym naraz leczenia farmakologicznego jak i terapii.